Jaskinie w Vjetrenicy

Kolejna przeprawa przez kręte i wąskie drogi prowadzące z chorwackiego wybrzeża w góry do jaskini Vjetrenica zapewniła nam również wiele wrażeń. Do tej trasy chyba nie idzie się przyzwyczaić. Każdy zakręt to nowy piękny widok. Z pierwszego wzgórza doskonale widać Slano z portem jachtowym. To też doskonałe miejsce by obejrzeć Adriatyk wcinający się w skaliste wybrzeże.

Oczywiście nie jest to jedyna droga prowadząca do Vjetrenicy. Można tam dojechać szeroką, wygodną i bezpieczną trasą od strony Mostaru. Jednak dla turystów mieszkających nad Adriatykiem oznacza to kilkadziesiąt kilometrów więcej do pokonania.. W naszym przypadku zamiast 20 kilometrów ponad 50.

Wejście do jaskini znajduje się na zboczu wzgórza naprzeciwko Monasteru Zawala. Do dyspozycji turystów jest duży parking. Do tego bezpłatny, w końcu jesteśmy w Bośni i chorwackie łupienie turystów nie jest tu jeszcze praktykowane. Bilety wstępu też nie są drogie - 10 marek, czyli około 20 złotych. W kasie biletowej można płacić również kunami i euro.

W jaskini panuje niska temperatura od 11 do 15 stopni, ta różnica powoduje, że z głębi wieje zimny i silny wiatr. Stąd zresztą nazwa. Vjetr to po prostu wiatr. Wrażenie jest niesamowite, kiedy stoisz w pełnym słońcu w temperaturze bliskiej 50 stopni w strumieniu zimnego powietrza z wnętrza jaskini.

Na miejscu turyści dostaną obowiązkowy kask i kurtkę ortalionową. Informacja dla zmarzluchów, warto wziąć dodatkową cieplejszą bluzę.

Dla turystów udostępniona jest trasa o długości około 600 metrów. Oświetlona, z drogą wylaną z betonu, tak więc nie mieliśmy problemu, by wjechać tam wózkiem dla dziecka. Maks choć w zwiedzaniu jest bardzo samodzielny tym razem nie kwapił się do biegania. Nam to pasowało, ponieważ trasa jest bezpieczna, ale łatwo zboczyć z wytyczonej trasy wprost na ostre kamienie, czy też kałuże wypełnione mętną wodą.

Zwiedzanie trwa około 40 minut. Miłośnicy takich atrakcji mogą czuć pewien niedosyt, tym bardziej, że Vjetrenica to ponad kilkanaście kilometrów tuneli, podziemne jeziora i rzeki. Kinga już po przejściu kilkunastu metrów i dotarciu do drugiego pomieszczenia oznajmiła, że możemy wychodzić ponieważ już wszystko tutaj zobaczyła.

Na końcu trasy czeka największa atrakcja. Mały staw, w którym można zobaczyć jaszczurkę, która przystosowała się do życia w tych warunkach. Oczywiście nie ma oczu i jest obleśnie biała. Nie wszystkim to żyjątko się spodoba, ale tak już jest z atrakcjami, nie zawsze są piękne. Jaszczurka dożywa sędziwego wieku 100 lat, a wszystko to dzięki umiejętności spowalniania swojego metabolizmu, szczególnie w okresach, kiedy brakuje pożywienia. Biorąc pod uwagę fakt, że czas w tych ciemnościach płynie zupełnie innym tempem, chyba nie ma co jej zazdrościć.

Zwiedzanie jaskini odbywa się zawsze o pełnej godzinie. Turyści indywidualni łączeni są w jedną grupę. Przewodnik trochę słabo radził sobie z angielskim. Według regulaminu w jaskini nie wolnio fotografować, ale na szczęście w praktyce nie było to respektowane. W dobie aparatów fotograficznych dysponujących wysoką czułością, fotografowanie w słabych warunkach oświetleniowych nie jest żadnym problemem. Nie potrzebna jest tutaj lampa błyskowa, która zresztą popsułaby klimat zdjęć. Oczywiście w ruch poszły również komórki i kilka błysków fleszy się pojawiło. Jednak w największe zdziwienie wprawił nas jeden z turystów z naszej przypadkowej grupy. Podczas zwiedzania, stojąc tuż obok przewodnika najspokojniej w świecie sięgnął po papierosa i go zapalił. Nikt nie zwrócił mu uwagi, nawet przewodnik.

Galeria- kliknij w dowolne zdjęcie, aby otworzyć