Ston

Ston i Mali Ston to miasteczka położone na przesmyku łączącym półwysep Peljesac ze stałym lądem. Kiedyś było to bardzo strategiczne miejsce, dzisiaj każdy turysta jadący na półwysep, ale także wyspę Korcula musi tędy przejechać. Warto się tutaj się zatrzymać i poświęcić trochę czasu na zwiedzanie lub chociaż spacer po starym mieście.

Główną atrakcją tych miejscowości jest najdłuższy średniowieczny mur obronny na starym kontynencie, nazywany czasem „europejskim chińskim murem”. Jednak to nazwa grubo na wyrost i choć w przeszłości mury miały prawie 6 kilometrów długości to dzisiaj ich stan pozostawia wiele do życzenia. Kiedyś broniły Republikę Dubrownicką przed najazdem Turków. Wraz z rozwojem techniki wojennej(przy okazji jaka piękna nazwa dla sztuki zabijania) mury straciły na znaczeniu. Część z nich została rozebrana, a kamienie sprzedane jako materiał budowlany. Dzisiaj tylko na nieliczne odcinki można wejść. Co ciekawe od strony Stonu można wspiąć się po schodach w centrum na mury za darmo, a od strony Mali Ston zaskoczy nas kasa biletowa. Owszem oba odcinki nie są połączone i od strony płatnej znajdziemy się wyżej na wzgórzu zapewniając sobie lepsze widoki, ale ogólnie w zasadzie zobaczymy to samo. Cały czas trwają prace budowlano- konserwatorskie na murach. W przyszłości będzie to więc obiekt o wiele bardziej atrakcyjny, ale nie mamy złudzeń, że wtedy pojawią się bilety. Na uwagę zasługują też wąskie, klimatyczne uliczki starego miasta. Znajdziemy tutaj kilka fajnych knajpek i restauracji. Od naszego pensjonatu do Stonu mieliśmy tylko kilka kilometrów, wielokrotnie tutaj zaglądaliśmy. Jedzenie nas specjalnie nie zachwyciło, raczej ustawione było pod turystów, a my wolimy poznawać smaki regionalne. Przedostatniego dnia naszego pobytu na Bałkanach spotkało nas małe rozczarowanie. Po złożeniu zamówienia u kelnera, ten za moment pojawił się ponownie stawiając na stole małą przekąskę. Miły gest nas ucieszył, szkoda tylko, że na koniec naszej wizyty zobaczyliśmy doliczone do rachunku koszty niespodzianki. Nie mieliśmy już ochoty, ani siły tłumaczyć, że to nie fair i niegrzecznie tak postępować. Machnęliśmy ręką, mieliśmy już wyrobione zdanie na temat uprzejmości Chorwatów. Pod tym względem kraj ten nas całkowicie rozczarował. Co nas bardzo zadziwiło, ponieważ na etapie przygotowań i zbierania informacji o Chorwacji czytaliśmy wiele pozytywnych relacji. Cóż, kolejny raz okazało się, że nasz „dziennikarsko- nauczycielski nos” zwącha więcej niż przeciętny turysta.

W Stonie można również zwiedzić Muzeum Solanek, gdzie w przeszłości uzyskiwano sól z wody morskiej.

Mali Ston leży obok. Zabytkowe uliczki schodzą aż do zatoki. Można tutaj zamówić kurs łodzią połączony z obiadem lub kolacją podaną na pokładzie. Region ten słynie z hodowli ostryg i małż. Jednak mając w perspektywie pilnowanie Maksa, by nie wypadł za burtę, doszliśmy do wniosku, że zostawimy sobie tę przyjemność na przyszłość.

W Stonie znajdują się trzy całkiem przyzwoicie zaopatrzone markety. Jednak dużych zakupów nie warto tu robić. Do Neum po stronie bośniackiej jest stąd tylko kilka kilometrów, a tam ceny są znacznie niższe. Na koniec informacja o parkingach, które w Chorwacji są wielką zmorą i potrafią porządnie złupić kieszenie turystów. W Stonie za parking zapłacimy w porównaniu z innymi miejscami dość rozsądną cenę, ale miejscowość jest tak mała, że bez trudu można znaleźć bezpieczne i zgodne z przepisami miejsce do zaparkowania w niewielkiej odległości od centrum. My parkowaliśmy w bocznej uliczce i do zabytkowego centrum spacerkiem mieliśmy 5 minut. Nawet dzieciak tę odległość pokonywał sam, wózek był niepotrzebny.

Galeria- kliknij w dowolne zdjęcie, aby otworzyć