Korczula

Chorwacja to także mnóstwo wysp położonych bardzo blisko stałego lądu. Największa w okolicy naszego noclegu to Korczula, ale nie był to najważniejszy powód, dla którego ją wybraliśmy. Skusiło nas miasto o tej samej  nazwie. W głąb wyspy nie zamierzaliśmy się udawać. Na Korczulę najłatwiej dostać się promem z miasta Orebić, położonego najbliżej na półwyspie Peljesac. Promy osobowe w sezonie odpływają co godzinę, prom zabierający na pokład samochody kursuje rzadziej, co półtoragodziny. Oczywiście przeprawa bez samochodu jest o wiele tańsza, coś około 14 kun za osobę dorosłą. W naszych relacjach z Chorwacji nie przykładamy zbyt wielkiej wagi do cen, ponieważ co sezon się one zmieniają. Zresztą to jeden z największych minusów pobytu w tym miejscu. Chorwacja w stosunku do jakości usług turystycznych jest nieadekwatnie droga. Do standardów europejskich jest bardzo daleko. Rozmawiając z Polakami, którzy od lat spędzają tu wakacje zaobserwowaliśmy koszmarne zjawisko. Porównywanie cen, o ile wzrosły od poprzedniej wizyty, ile za ten sam produkt trzeba było zapłacić nawet pięć lat temu, ile zaoszczędzisz jadąc na stronę bośniacką do marketu, to ulubiony temat wieczornych rozmów przy grillu i winku. Takie zachowanie to najprostszy sposób, by wakacje zamienić w koszmar. Owszem widzieliśmy w Dubrowniku gałkę lodów za 2 euro, ale może lepiej odwrócić to w dobrą zabawę i jednak fundnąć sobie taką przyjemność, zamiast ciągle przeliczać kuny na euro, euro na złotówki? Przecież dla większości rodzin następne wakacje dopiero za rok.

Samochód zostawiliśmy w Orebić. To malownicze miasteczko położne u stóp góry o tej samej nazwie. Wejście na jej szczyt to wyprawa prawie na cały dzień, ale z wniesienia tam naszego synka zrezygnowaliśmy.

Językiem dominującym w Orebić jest nasz ojczysty. To ważna informacja dla turystów uczulonych na wakacyjny kontakt z rodakami. To miejsce śmiało można nazwać polskim Mielnem w Chorwacji. Czy już ktoś ma dość?

Dobra, płyniemy dalej. Przeprawa promem osobowym zajmuje około 15 minut. Przy okazji można podziwiać panoramę obu miast. Orebić na tle malowniczej góry zdecydowanie wygrywa z coraz bliższą Korczulą. Z nadbrzeża portowego do Starego Miasta jest bardzo blisko. W przeciwieństwie do Dubrownika, gdzie schody prowadzą na dół, tutaj aby dotrzeć do zabytkowego centrum trzeba się po nich wspinać. To największy minus dla zwiedzających z wózkiem dla dziecka lub osób niepełnosprawnych. Poza jedną, bardzo krótką uliczką, pod katedrą w Korczuli są same schody, które w zasadzie uniemożliwiają zwiedzenie tego miejsca.

Na szczęście nasza spacerówka po złożeniu jest bardzo mała, a Maks jak ma ochotę to schody pokonuje z iście akrobatyczną sprawnością. Oczywiście maluch widząc tłumy turystów dostaje drugiego życia. Skacze po schodach jak małpka, znowu rozdaje uśmiechy i czaruje.

Starówka jest tak mała, że po godzinie spaceru odwiedzamy te same zaułki. Nie przeszkadza to nam, ponieważ to miejsce potrafi zauroczyć, a za drugim razem dostrzegamy detale architektoniczne, które poprzednio przeoczyliśmy. Migawka aparatu pracuje non stop. Kto kocha fotografować architekturę może tutaj zatracić rachubę czasu i szybko zapełnić kartę pamięci aparatu. Chodzę, pstrykam i przypominam sobie stare czasy, kiedy fotografowałem na filmie światłoczułym. Trzydziestosześcioklatkowa rolka filmu była ograniczeniem, ale uczyła również myślenia. Zanim nadusiłem na spust migawki trzeba było pomyśleć. Zaplanować kadr, przypilnować przesłony i szybkości migawki. Ciemnia fotograficzna nie wybaczała błędów. Teraz zamiast fotografować młodzi adepci tej sztuki filmują. Wszystko zgodnie z zasadą – później coś się wybierze. Staram się nie ulec tej modzie.

W Korczuli podobno urodził się i mieszkał Marco Polo. Niestety to wszystko tylko przypuszczenia, ale nie przeszkadza to na sławnym odkrywcy robić interes. Jest tutaj jego muzeum, które reklamuje się jako dom rodzinny, sklepów z logo podróżnika nawet nie zdołaliśmy policzyć.

Po zwiedzeniu miasta w obrębie średniowiecznych murów obronnych czuliśmy lekki niedosyt. Zapuściliśmy się w wąskie uliczki wzdłuż nadbrzeża. Minęliśmy kilka fajnych knajpek i po chwili powitała nas prawdziwa Chorwacja bez turystów, z zagraconymi podwórkami, odrapanymi ścianami, bałaganem i zapachem normalnego codziennego życia.

Galeria- kliknij w dowolne zdjęcie, aby otworzyć