Kazimierz Dolny

 

 

Kazimierz Dolny należy do tych szczęśliwych miast w Polsce, które można zwiedzać niespiesznie. Wiadomo, że tutaj w przyszłości jeszcze wrócimy. Dlatego jednodniowa wycieczka ma sens. Nie zobaczymy wszystkich atrakcji, ale wyjedziemy zadowoleni i trochę nienasyceni. To miasto jest jak ulubiony film, który oglądamy wiele razy, scena po scenie. Włączamy przycisk replay i podziwiamy jeszcze raz.

 

Kazimierz Dolny jest starszy od króla Kazimierza Wielkiego i wcale nie jemu zawdzięcza nazwę. Osadę nad Wisłą założył książę Kazimierz Sprawiedliwy w XII wieku i to on został uhonorowany przez mieszkańców.

 

Rynek

 

Dotarcie do miasta w długi weekend majowy było trudnym wyzwaniem, ale znalezienie wolne parkingu to już misja niewykonalna. Tego chyba tutaj najbardziej brakuje. Po kilku kółkach wąskimi uliczkami udało się nam wcisnąć auto na zwykłym parkingu, płatne były już dawno zajęte.

Zwiedzanie zaczęliśmy od rynku. Tutaj od lat nic się nie zmienia, są stragany z obrazami i rękodziełem artystycznym, Cyganki zawsze proponują wróżenie z ręki, a na środku rynku turyści ustawiają się w kolejkę do zdjęcia przy zabytkowej studni.

Można narzekać, że stragany zasłaniają kamienice i to te najważniejsze. Jest ich najwięcej przed domami braci Mikołaja i Krzysztofa Przybyłów.

Kamienice powstały w roku 1615 i stylem nawiązują do budowli renesansu włoskiego i niderlandzkiego, ale interpretowanego w sposób naiwny. Wystarczy spojrzeć na liczne płaskorzeźby. Wielu turystów może być zaskoczonych- olbrzymia postać z maczugą to nie troll ani ogr, tylko święty Krzysztof z dzieciątkiem Jezus.

 

 

Zamek

 

Z rynku wzgórze zamkowe widać znakomicie. Spokojnym spacerkiem to tylko kilka minut drogi. Nawet nasz mały Maks pokonuje tę odległość bardzo szybko. Jest stromo, ale schody ułatwiają wspinanie. Najpierw docieramy do zamku dolnego. Pierwszą warownię w stylu gotyckim kazał wybudować Kazimierz Wielki. W wieku XV została rozbudowana. Sto lat później za czasów króla Zygmunta Starego zamek podczas przebudowy dostaje styl renesansowy.

Zamek mocno ucierpiał podczas szwedzkiego Potopu. Jednak największych zniszczeń dokonał pożar miasta w roku 1663. Odtąd na wzgórzu pozostały tylko ruiny, które możemy zwiedzać dzisiaj.

Więcej szczęścia miał położony wyżej zamek górny. W zasadzie jest to samotna wieża obronna wybudowana na przełomie XIII i XIV wieku.

Na oba obiekty obowiązuje ten sam bilet i kosztuje 6 złotych.

 

 

 

Widok na Wisłę

 

Z zamku i baszty rozciąga się znakomity widok na miasto, ale największe wrażenie robi Wisła. Z tego miejsca doskonale widać meandry rzeki, stromy brzeg, wyspy i płycizny na rzece powstałe przez naniesienie dużych ilości piasku.

Maks bez lęku spoglądał przez małe okno na szczycie.

 

 

Krajobraz jak u Tolkiena

 

Odwiedzając Kazimierz warto zobaczyć chociaż jeden z wąwóz lessowy. Wartych uwagi jest kilka: Korzeniowy Dół, Wąwóz Plebanka, Wąwóz Granicznik, Wąwóz Małachowskiego. Wybraliśmy ten pierwszy dlatego, że uchodzi za najpiękniejszy, a po drugie ze względu na Maksa poszliśmy na łatwiznę i zafundowaliśmy sobie dojazd elektrycznym meleksem. Bilet kosztuje tylko 8 złotych. Maluch odpoczął i miał dodatkową atrakcję.

Korzeniowy Dół nie jest długi. Szybkim krokiem można go pokonać w 5 minut, tylko po co się spieszyć, jak wokół klimaty prosto z książek Tolkiena.

Miejsce przepiękne, ale humor potrafią popsuć turyści. Wąwóz jest miejscem chronionym, tylko co z tego? Nie pomagają tablice informacyjne i zakazy. Turyści nagminnie łamią wszystkie zakazy. Wspinają się po stromym zboczu, wieszają jak małpy na wystających korzeniach, dla selfi potrafią wskoczyć na sam szczyt zbocza.

 

 

Żydzi w Kazimierzu

 

Ludność żydowska w Kazimierzu pojawiła się nieco wcześniej niż w innych polskich miastach. Przede wszystkim decydowało o tym dogodne położenie na mapie dawnych szlaków handlowych.

Dzielnica żydowska w Kazimierzu zwana Na Tyłach, rozwijała się wokół odrębnego placu targowego (Małego Rynku) oraz wzdłuż ulicy Lubelskiej, rozciągając się na południowy wschód od rynku głównego. Początkowo domy były tylko z drewna. Pierwsza synagoga również była drewniana i spłonęła podczas pożaru.

Budynek synagogi, który oglądamy dzisiaj powstał w drugiej połowie XVIII wieku. Z tym miejscem związana jest legenda, oczywiście z racji daty powstania synagogi dotyczy ona starszej budowli, która stała w tym samym miejscu. Otóż legenda głosi, że pierwszą świątynię żydowską w Kazimierzu ufundował król Kazimierz Wielki, który był szaleńczo zakochany w Estelce Małach, pięknej wnuczce znanego kupca żydowskiego z Opoczna. Kronikarz Jan Długosz podaje nawet, że mieli dwóch synów, ale współcześni historycy nie zgadzają się z tą wersją wydarzeń.

Zwiedzając Kazimierz warto również zobaczyć kirkut, cmentarz żydowski i nietypowy pomnik zbudowany ze zniszczonych macew, nazywany kazimierską ścianą płaczu.

 

 

Przeprawa promowa

 

Ze Wzgórza Trzech Krzyży w Kazimierzu, po drugiej stronie Wisły, doskonale widać ruiny zamki w Janowcu. Wydaje się, że są na wyciagnięcie ręki. Jednak żeby tam dotrzeć trzeba cofnąć się kilkanaście kilometrów do mostu na rzece. Jest jednak prostsze i szybsze rozwiązanie. Wystarczy skorzystać z przeprawy promowej.

Prom kursuje od kwietnia do listopadowa codziennie w godzinach od 8.00 do 20.00, w weekendy do 21.00. Za samochód z kierowcą zapłacimy 8 złotych plus 6 złotych za każdego pasażera. Zaoszczędzimy czas, ale przy okazji możemy podziwiać Wisłę z bliska.

 

 

Jedyny prywatny zamek w bloku wschodnim

 

Zamek zbudowano w stylu renesansowym na początku XVI wieku. W roku 1656 zdobyli go Szwedzi. Zrabowali co tylko się dało a sam zamek spalili. Po Potopie właścicielami ruin została rodzina Lubomirskich. Zamek odbudowano w stylu barokowym. Jednak w roku 1783 Jerzy Marcin Lubomirski przegrał go w karty. To był początek kłopotów, ponieważ nowy właściciel nie był stanie go utrzymać. Sprzedał wyposażenie, nawet zdjął ze ścian marmury. Przez następne lata zamek stał opuszczony i popadał w coraz większą ruinę.

W roku 1931 kupił go prywatny inwestor z Warszawy Leon Kozłowski, który wyremontował tylko dwa pomieszczenia w baszcie. Remont skromny, ale obecność właściciela zatrzymała dewastację całego obiektu. Co ciekawe posiadłość uniknęła nacjonalizacji w ramach reformy rolnej po wojnie. W ten sposób był to chyba jedyny prywatny zamek w całym bloku wschodnim. Muzeum Nadwiślańskie kupiło obiekt dopiero w roku 1975. Trwa jego powolna odbudowa.

Bilet wstępu kosztuje 12 złotych, w tej cenie mamy dostęp do kilku sal wystawowych. Kto chce zobaczyć tylko same ruiny i pospacerować po dziedzińcu i krużgankach może kupić bilet za 7 złotych.