Młyn nad Lutynią

Młyn nad Lutynią

 

Lubimy podróże śladami artystów, zwłaszcza pisarzy. Dlatego, kiedy natrafiliśmy na informację, że Jarosław Iwaszkiewicz w roku 1945 krótko przebywał w miejscowości Wilkowyja pod Jarocinem, postanowiliśmy odwiedzić to miejsce.

I nie chodzi tylko o sam pobyt. Pisarz tak zafascynował się małą wioską i jej mieszkańcami, że zainspirowany napisał książkę „Młyn nad Lutynią”.
Co ciekawe powieściowy młyn stoi do dzisiaj. Oczywiście już nie działa, ale można podziwiać drewnianą konstrukcję.

 

Jak odnaleźć młyn nad Lutynią opisany przez Iwaszkiewicza w książce.

Na miejsce dotarliśmy dość łatwo. Jak zwykle pomocna okazała się nawigacja Google. Zaparkowaliśmy pod samym młynem. Tu czekała nas niemiła niespodzianka. Obiekt stoi na prywatnej posesji. Za płotu widać go dobrze. Fotki można zrobić, ale co to za zwiedzanie.
Na szczęście znalazło się rozwiązanie problemu. Kiedy kręcąc nosem z niezadowolenia, robiliśmy fotki, z domu wyszła starsza kobieta.
– Dzień dobry, możemy wejść na posesję i zobaczyć to cudo z bliska? – Spytaliśmy. Kobieta okazała się bardzo miła i bez problemu się zgodziła. Kiedy wspomnieliśmy o Iwaszkiewiczu, to się rozgadała.
– E tam, pisarz przyjechał i bzdur powypisywał. Tam się nic nie zgadza.
– Zna pani tę historię?
– Oczywiście! Młyn należał do mojego dziadka. Kupił go przed wojną. Zlikwidował koło wodne i założył elektryczną turbinę. To było coś – pochwaliła.
– Z tymi pisarzami tak jest. Obserwują, a potem wszystko zmyślają – próbowaliśmy tłumaczyć Iwaszkiewicza.
– Teraz po latach już nie ma problemu, ale po wydaniu książki kilka osób nieźle się wkurzyło – stwierdziła kobieta.

 

 

 

Pobyt Iwaszkiewicza w Wilkowyi i dlaczego wybrał małą wioskę pod Jarocinem?

Iwaszkiewicz przyjechał do Wilkowyi na zaproszenie długoletniego kierowcy Władysława Kuświka, z którym się zaprzyjaźnił. Szofer chciał odwiedzić rodziców wysiedlonych w czasie wojny z Jarocina. Pisarz w wiosce świętował zakończenie II wojny. Była klasyczna wiejska potańcówka. To zapewne wtedy Iwaszkiewicz od mieszkańców nasłuchał się wielu ciekawych opowieści. Postanowił wykorzystać je w książce.
Akcję utworu umieścił w czasie II wojny. Główni bohaterowie, Franciszek i Elżbieta Durczokowie dzierżawią młyn należący do dziedzica Hilarowa. Ich życie mimo wojny jest dość spokojne. Wszystko zmienia się po przyjeździe z Francji wnuków, jedenastoletniego Jarogniewa i czternastoletniego Marysia. Młodszy wnuk mówi tylko po niemiecku. Wstępuje do Hitlerjugend i kolaboruje z okupantami. Zdradza nawet miejsce, gdzie w lesie ukrywa się polski ksiądz. Dla dziadka patrioty to prawdziwy cios.
W utworze Iwaszkiewicza prawda przeplata się z fikcją. Właśnie o te zmyślenia część mieszkańców miała pretensje.
– Przecież u nas w wiosce nie było żadnych zebrań Hitlerjugend – przypomniała nam jeszcze raz sympatyczna gospodyni.

Nie przyjechaliśmy tu, by prostować historię. Chcemy jeszcze zobaczyć zabytkowy młyn od strony rzeki. Nie jest to takie proste. Teren jest mocno zarośnięty krzakami i pokrzywami. Nie ma żadnej ścieżki. Tylko przez moment idziemy dość sprawnie. Za chwilę czeka nas spore wyzwanie. Na drugi brzeg rzeki musimy przejść po bardzo prowizorycznym mostku.

 

Śladami Iwaszkiewicza

 

Lutynia z książki Iwaszkiewicza to zupełnie inna rzeka. Nas nie przestraszyła. W opowiadaniu to groźny żywioł

Rzeka Lutynia w książce Iwaszkiewicza opisana jest jako groźny żywioł. Bardzo często dochodziło do powodzi. Nie wiemy, jak było kiedyś. Czy tego pisarz również nie zmyślił. Dzisiaj to spokojna i malownicza rzeczka. Gdyby nie zbyt niska temperatura wody spokojnie można, by zdjąć buty i przejść na drugą stronę. Rzeka jest wyjątkowo czysta w tym miejscu.
Ach, tylko te krzaki. Było naprawdę ciężko, ale młyn od strony wody prezentuje się malowniczo. Zwłaszcza w jesiennej scenerii. Po kole wodnym rzeczywiście nie zostało śladu. W jednym miejscu zachował się jedynie kamienny mur, który zapewne służył do spiętrzenia wody.

 

Młyn z książki Iwaszkiewicza

 

Młyn nad Lutynią

To była dość krótka wycieczka, gdzie proza mieszała się z fikcją. Sięgamy po stare wydanie książki. Jeszcze z czasów PRL. Szybko zapomnieliśmy, jak siermiężnie i ubogo wyglądały wtedy wydania książek. „Młyn nad Lutynią” trzy lata temu doczekał się wznowienia.

 

Młyn nad Lutynią

Wilkowyja śładami Iwaszkiewicza

 

Młyn nad Lutynią

 

Lubicie historie i zwiedzanie opuszczonych budynków przemysłowych. Zobaczcie miejsce wyjątkowe. Ruiny starego młyna wodnego na skraju Puszczy Noteckiej w miejscowości Ruks- Młyn.

 

Ruks - stary młyn wodny