Muzyka Grafów

jarocin festiwal rock punk punkrock muzyka koncert

 


Zwiedzanie muzeum Rocka w Jarocinie wprowadziło nas w muzyczny nastrój. Dzisiaj kilka słów o rytmach jakie lubimy i mała galeria zdjęć ze starego Jarocina wykonanych przez Przemka w latach 1992-94.

Choć różni nas kilka latek to jednak wychowaliśmy się na tej samej muzyce. Czas ogólniaka i studia Kingi to okres ostrego grania gitarowego. Wszystko za sprawą Nirwany i zespołów z Seattle. Jednak żonie bliżej do melodyjnego metalu niż moich klimatów postpunkowych. Zdecydowanie woli również melodyjny metal. Są jednak zespoły, które łączą nas w stu procentach. Jak choćby System of a Down. Jest też mała kość niezgody. Kinga uwielbia tańczyć i tu mamy problem. Ja nie za bardzo, dlatego temat muzyki tanecznej pozostawię bez komentarza.

Co do Jarocina, to pierwszy raz na festiwalu pojawiłem się w 1984 roku. Był to rok przełomowy. Koncert Siekiery zamieszał na scenie rockowej. Oczywiście mówię o tej niezależnej, bo oficjalnie to królowało Lady Pank, Lombard, Kombi i podobne zespoły.

Jednak nie punkowe zespoły zdobyły moje uznanie. Jeśli miałbym ograniczyć się do kilku nazw to podam tylko ; Sonic Youth, Joy Division i The Velvet Underground. Przemilczałem taneczne rytmy Kingi to zrobię to też przy moim jazzie, bo tej muzyki również nigdy nie słuchamy razem.

Co z naszą najmniejszą przylepą? Maks osłuchany w rockowym graniu tupie nóżką najmocniej przy Primusie. Specyficzny rytm i gitara basowa na pierwszym planie zaczarowała go. Wywija, gibie się, kręci kółka jak tylko usłyszy gitarę. Mieliśmy z tym mały problem na wakacjach. W hotelu w Bułgarii były animacje dla dzieci. Maksa ciągnęło na parkiet, ale zupełnie nie mógł pojąć, że te dyskotekowe dźwięki to też muzyka. Z jednej strony serce rockowych rodziców było dumne z drugiej żal nam było dzieciaka, bo widzieliśmy, że ciągnie go do dzieci. Potrzebne były trzy dni na oswojenie z nową muzyka. Potem był tylko jeden król parkietu.

Wracając do Jarocina to zdradzę, że Kinga nigdy nie była na festiwalu. Maks też, ale mam nadzieję, że w tym roku zaległości nadrobią.

Na imprezie w Jarocinie początkowo bywałem jako zwykły widz. Od 1992 regularnie przyjeżdżałem jako dziennikarz. Pracowałem wówczas jako fotoreporter w Gazecie Wyborczej. Niesławna zadyma pod małą sceną zakończyła historię festiwalu. Po reaktywacji to już nie ten klimat. Poniżej kilka fotek z lat 1992-94, raczej publiczności. Minęło sporo lat. Może któryś punkt z irokezem i skórzanej kurtce jest dzisiaj dyrektorem banku albo profesorem na wyższej uczelni? Może ktoś na tych fotkach odnajdzie siebie z czasów młodzieńczego buntu?