Poznań z lotu ptaka

 

Kiedy na zewnątrz jest zimno lubimy pogrzebać w naszym archiwum fotograficznym. Tym razem cofamy się ładnych parę lat. Do roku 2004, aparaty cyfrowe już opanowały rynek, ale brakowało jeszcze jednego sprzętu, który odmienił rynek fotograficzny. Nie  było dronów.

To były czasy – zdjęcia z lotu ptaka miały inną wartość, było w ich coś z odwiecznego marzenia człowieka, by jak ptak wbić się w powietrze i polecieć.

Latać i fotografować. Okazji do tego  było mało. Fotograf w samolocie lub helikopterze miał jeszcze jedną przewagę nad współczesnymi dronami. W pełni kontrolował fotografowanie, uważnie kadrował, wybierał ujęcia, tematy i obiektywy. Dzisiaj dron wzbija się w górę i robi setki fotek, z których wybieramy potem te najlepsze. Oczywiście nie twierdzimy, że  nie powstają piękne zdjęcia z lotu ptaka. Wprost przeciwnie, możemy ich oglądać bardzo dużo, ale gdzieś umarła ta magia, przepadła wyjątkowość i oryginalność takich ujęć.

 

Jest sierpień 2004 roku. Latamy nad Poznaniem w małym helikopterze. Głownie nad Maltą i Starym Rynkiem. Nie ma jeszcze galerii handlowej Malta, na jej miejscu widać pusty zielony plac. Poza tym nasze miasto chyba niewiele się różni. Potraficie doszukać się różnić? Minęło 14 lat.

 

l