Poznań za ciepły na lodowe rzeźby

 

Co roku dajemy się skusić i idziemy zobaczyć pokaz tworzenia rzeźb lodowych, który odbywa się na Starym Rynku w Poznaniu.
Pomni błędów z lat poprzednich pozostawiamy auto dość daleko od rynku i idziemy pieszo. Poznań zupełnie nie jest przygotowany na masową imprezę odbywającą się na Starym Rynku. Nie ma odpowiedniej ilości parkingów. Ulice dojazdowe kompletnie się zakorkowały. Auta stoją i plują śmierdzącym dymem z rur wydechowych. Nie ma wiatru, dlatego idziemy w tych oparach już przeklinając, że znowu daliśmy się nabrać.
Do celu docieramy z ulgą i zanurzamy się w tłum kłębiący wokół lodowych cudów. Wleczemy się noga za nogą i podziwiamy cierpliwość zwiedzających. Każdy chce zrobić selfie na tle lodowych rzeźb. Tylko po co przy każdej pracy?
Oglądamy z bliska trzy rzeźby, robimy fotki i mamy dość, wychodzimy.
Po raz kolejny Poznań okazał się zbyt ciepły na taką imprezę. Lód topniał prawie w oczach. Woda spływała małymi strumieniami, artyści cały czas poprawiali swoje prace, chcąc je uratować.
Najlepszy dowód na ocieplenie klimatu? Potwierdzenie fatalnej polityki ekologicznej w Polsce? Gdzie ten grudzień z mrozem i śniegiem z dawnych lat?
Znowu sobie trochę ponarzekaliśmy, że trochę nudno, tłoczno i ciepło, ale pewnie za rok znowu damy się skusić.