Syreny na drodze

 

Wracając z zaplanowanej wycieczki z Wyspy Edwarda w Kórniku na rynku trafiliśmy na zlot zabytkowych aut. Lubimy takie niespodzianki. W imprezie brały głównie udział syreny. Takich aut na drodze się już nie spotyka. Zatrzymaliśmy się, by naszemu maluchowi pokazać te cuda. Po latach łatwo tak nazywać te samochody. Kto na co dzień jeździł tym samochodem, pamięta dokładnie jego wady. Ale tak jest z pamięcią. Po latach w głowie pozostają tylko dobre wspomnienia. Fajnie było cofnąć się w czasie i popodziwiać stare auta.

Dla Maksa to spotkanie było całkowitą nowością. Z zainteresowaniem oglądał syreny. Zaglądając pod maskę trochę zdziwił, że tam tyle wolnego miejsca. Podobnie było z wnętrzem. Kierownica, licznik prędkości, radio i tylko kilka przycisków. Gdzie dotykowy ekran?

Jeszcze kilka słów na temat spalin. Pamiętacie ten charakterystyczny niebieski obłok ciągnący się za syreną – stąd zresztą pochodzi trochę prześmiewcza nazwa samochodu – skarpeta.

Spaliny z silnika dwusuwowego nawet pachniały inaczej. Takie to były czasy, zanim słowo ekologia opanowała nasz świat. Wtedy spaliny pachniały. Kucharze mówią o smakach dzieciństwa, powracają do nich i podają stare przepisy. Ten zapach niebieskich spalin przypomina dawne podróże. Czasy, kiedy wyjazd nad polskie morze był prawdziwą wyprawą w nieznane. Świat nam się kurczył.

 

Nowy samochód to decyzja rządu

 

Decyzja o produkcji nowego samochodu zapadła w roku 1956. Taką uchwałę podjęło Prezydium Rządu. W PRL takie kluczowe kwestie podejmował rząd.

„…należy zbudować popularny, oszczędzający czas środek przewozu przy wykonywaniu czynności służbowych i wypoczynku, przeznaczony dla racjonalizatorów, przodowników pracy, aktywistów, naukowców i przodujących przedstawicieli inteligencji”.

Dzisiaj taka troska władz państwa o obywateli już tylko śmieszy, ale wtedy było zupełnie inaczej.

Warto wspomnień, że na etapie prac konstruktorskich samochód w dużej części wykonany był z drewna. Do jego budowy wykorzystano nawet płyty pilśniowe. Jednak na taśmę do fabryki trafiła już metalowa konstrukcja. Pierwsze modele syreny dysponowały silnikiem o mocy 27 KM.

Syrena 100 została przetestowana w 1957 przez redakcję magazynu  „Motor”. Samochodowi zarzucano: niską jakość wykonania, niewygodne miejsca siedzące, opornie działającą skrzynię biegów, słaby układ hamulcowy wymagający zbyt dużego nacisku na pedał od kierowcy, ubogie wyposażenia kabiny pasażerskiej oraz zbyt duże koło kierownicy.

Dziennikarze drobiazgowo przyjrzeli się osiągom syreny. Testy wykazały, że auto osiąga maksymalnie 98,9 km/h oraz średnio spala 7,1 litra paliwa na 100 kilometrów.

Co na takie osiągi powiedzą współcześni fani czterech kółek?

 

 

Pułapka?

 

Fani syrenek przygotowali taką pułapkę na współczesnych kierowców. Czy w takiej sytuacji można nie pomóc?

 

s