Zamek Krzyżtopór

 

Te ruiny od dawna znajdowała się na naszej liście top atrakcji turystycznych do odwiedzenia. Przy okazji wizyty w Sandomierzu postanowiliśmy pokonać kilkanaście kilometrów i pojechaliśmy do Ujazdu.

 

Na początku warto zaznaczyć, że nie mamy do czynienia z ruinami zamku, ale raczej pałacu, którego rola obronna była na drugim miejscu. Pałac miał przede wszystkim wzbudzać podziw. Kiedy powstawał był drugą co do wielkości tego typu budowlą w Europie, zaraz po Wersalu we Francji. Fundatorem zamku był Krzysztof Ossoliński, to jego fantazja i megalomania nadała budowli taki rozmach.
Nad wejściem do zamku zauważymy dużą literę „W”, co potwierdza skłonności Krzysztofa Ossolińskiego do astrologii i magii. Według aramejskiej księgi kabały hieroglif ten oznaczał wieczne trwanie. Jak widać magiczny znak nie zadziałał. Dzisiaj możemy podziwiać już tylko ruiny zamku, ale naprawdę warto. Zwiedzanie zajęło nam dwie godziny. Spacerowaliśmy wzdłuż murów, wchodziliśmy na piętro i do piwnicy. Nasz Maks miał niesamowitą frajdę w pokonywaniu schodów i innych przeszkód. Liczne zakamarki wśród murów były okazją do zabawy w chowanego. Ruiny zamku to świetne miejsce na plener fotograficzny. Dla sprawnego fotografa chyba tylko pojemność karty pamięci w aparacie może być ograniczeniem twórczej pracy.

Z zamkiem związanych jest kilka faktów i ciekawostek.
Pałac w swoim pierwotnym założeniu miał mieć tyle okien ile dni w roku, pokoi- ile tygodni, sal- ile miesięcy, wież- ile kwartałów.
Sala w jadalni miała szklany strop, który był wielkim akwarium zamieszkałym przez egzotyczne ryby.
W piwnicy powstają stalaktyty i stalagmity narosłe przez ostatnie 300 lat wskutek przeciekającej wody deszczowej przez sklepienie zbudowane ze skały wapiennej.
Krzyżtopór ma też swojego ducha. W księżycową noc na murach pojawia się rycerz w husarskiej zbroi. To syn fundatora zamku- Krzysztof Baldwin, który zginął w bitwie pod Zbarażem. Rok po zakończeniu budowy, ojciec wyprawił synowi huczne wesele na zamku Krzyżtopór.
W czasie drugiej wojny w podziemiach zamku ukrywali się partyzanci. Podziemne lochy uratowały też w roku 1945 mieszkańców wioski, którzy schronili się przed Niemcami. Hitlerowcy ostrzelali wioskę z dział i zrównali ją z ziemią.
Z kolei sowieci chcieli wysadzić zamek w powietrze, ponieważ potrzebowali surowca budowlanego do utwardzenia dróg. Na szczęście mury zamku okazały się zbyt mocne.

Obok zamku znajduje się duży, bezpłatny parking. Bilet wstępu kosztuje 11 złotych.