Węgry to nie tylko Balaton i Budapeszt.

tapolca podziemne jezioro

 

Przygotowaliśmy mały spis ciekawych miejsc do odwiedzenia na Węgrzech. Chcemy pokazać, że ten popularny kierunek wycieczek skrywa wiele interesujących zakątków. Wycieczki objazdowe po Węgrzech, na przykład oferowane przez biura podróży, pozwolą Wam zobaczyć największe atrakcje kraju co również ma swoje zalety. Jeśli jednak wolicie mniej oczywiste miejsca, koniecznie sprawdźcie nasze propozycje.

 

Podziemne jezioro, po którym można pływać łódką

Tapolca to 15-tysięczne miasteczko położone w pobliżu Balatonu. W roku 1912 pod miastem odkryto prawdziwy labirynt podziemnych korytarzy. Jaskinie znajdują się 15-20 metrów pod ziemią. Łącznie liczą około 5 kilometrów. Znaczna część zalana jest wodą, jest jezioro i podziemne rzeki. 10 lat temu powstała podziemna trasa turystyczna, po której można pływać łódką. To niesamowita atrakcja, musieliśmy to zobaczyć, choć kosztowało to nas trochę nerwów. Zanim zeszliśmy do podziemnych korytarzy czekało nas zwiedzanie muzeum z przewodnikiem, który mówił tylko po węgiersku. Potem było wspólne oglądanie filmu, oczywiście też w języku, w którym powtórzenie jednego słowa to niezły wyczyn. Szkoda, bo pod względem geologicznym to bardzo ciekawe miejsce.
Węgrzy mają w ogóle dziwne podejście. Wsadzają do łódki turystów i nara, radź sobie sam. W wąskich i niskich korytarzach wiele osób miało poważny problem. Do tego łódki były metolowe, każde otarcie o skałę kończyło się głośnym zgrzytem powtarzanym przez echo.
Woda przez cały rok ma stałą temperaturę (20 stopni). Nasz Maks rwał się do kąpieli. Bajecznie przezroczysta i podświetlona woda kusiła.

 

 

Skalne miasto

Scenografia z filmu The Flintstones? Nie, to prawdziwe domy wydrążone w skale wulkanicznej w miejscowości Noszvaj na Węgrzech. Podobno dopiero w latach 60. XX wieku wyprowadził się stąd ostatni mieszkaniec. Dzisiaj groty na pracownie rzemieślnicze zaadoptowali lokalni artyści. Na okolicznych wzgórzach można znaleźć jeszcze wiele wolnych jaskiń. Co odważniejsi turyści decydują się w nich spędzić noc. Są kamienne łóżka, stoły i piece ze sprawnymi kominami. Ktoś chętny wcielić się w postać Freda, Barneya lub też Wilmę i Betty?
Barlanglakasok – tak po węgiersku nazywane jest to miejsce. Miękki tuf wulkaniczny nadaje się znakomicie do drążenia jaskiń.

 

 

Szalona architektura

Szeged to najbardziej słoneczne miasto na Węgrzech. Leży tuż przy granicy z Rumunią i może pochwalić się największą ilością słonecznych godzin w roku. Ale nas zauroczyła architektura. Oryginalna i miejscami trochę szalona. To perełka jeśli chodzi o kamienice secesyjne.
Barcelona ma swojego architektonicznego wizjonera. Szeged nie jest gorsze. Znajdziemy tu kilka fantastycznych projektów. Miasto jest eklektyczne – kolory, wzory i style mieszają się tu w niebywałym tempie.
Najbardziej spodobała się nam kamienica zwana Pałacem Reoka. Przewodnim motywem pojawiającym się na budynku jest woda. I nie chodzi tylko o lilie wodne oraz liczne inne rośliny wodne. W tym przypadku nawet ściany kamienicy falują jak woda morska. Do fotografowania tego budynku podchodziliśmy kilka razy. O różnych godzinach, rozpoczęliśmy o poranku i potem jeszcze kilka razy przychodziliśmy podziwiać to cudo. Zmieniające się światło odmieniało budynek.
Znaleźliśmy też akcent polski. Okazało się, że zabytkową wieżę ciśnień zaprojektował Sizlard Zielinski, syn polskiego emigranta. W tym mieście nawet taki budynek nie może być zwyczajny. Betonowa konstrukcja powstała w 1904 roku i pracuje do dzisiaj. Do tego zadziwia swoim kształtem.
Spacerując po Szeged, można natrafić na wiele pięknych kamienic. Jeśli kogoś kręci architektura to koniecznie musi tu dotrzeć.

 

 

Szentendre

To miasteczko bardzo często porównywane jest do naszego Kazimierza Dolnego. Pewnie przez położenie na wzgórzach i nad Dunajem. Miasto może zauroczyć cudownymi uliczkami, kolorowymi domkami i wąskimi zaułkami, których tutaj jest mnóstwo. Dodajmy do tego niezliczoną ilość knajpek i galerii i mamy ulubioną miejscówkę artystów.
Pod względem klimatu to najbardziej śródziemnomorskie miasto na Węgrzech. Życie toczy się tu sennie. Od kilku aromatycznych kaw w południe po lampki wina, które pojawiają się im bliżej wieczoru. Wtedy kawiarniane ogródki pękają w szwach, a na ulicy robi się nieznośnie głośno.
Dodamy jeszcze, że Kingę ogarnęła „Węgromania”. Dlatego z Szentedre trudno było ją wydostać. Spacerowaliśmy wąskimi uliczkami bez końca. W tym miasteczku można się zakochać.

 

 

 

Miasto pod miastem

W ten sposób Eger na Węgrzech reklamuje jedną z ciekawszych swoich atrakcji. Piwnice pod miastem zaczęły powstawać w XVII wieku i służyły do przechowywania beczek z winem. Korytarze łącznie miały prawie 150 kilometrów. Po II wojnie część z nich zasypano, ponieważ coraz częściej dochodziło do osuwania się ziemi i niszczenia budynków. Komuniści oczywiście znalezione w piwnicach wino zarekwirowali. Dla ratowania piwnic ściany wzmocniono betonem, ale wtedy zmieniła się wilgotność i o przechowywaniu wina można było zapomnieć. Powstała natomiast 4- kilometrowa podziemna trasa turystyczna. Dość surowa i skromnie oświetlona, ale i tak robi wrażenie. W piwnicach płynie podziemna rzeka, w wielu miejscach można dojrzeć korzenie drzew. Usłyszymy także odgłos życia miasta nad głowami.
Piwnice bardzo nam się podobały, tylko ten przewodnik mówiący jedynie w języku węgierskim…

 

podziemny Eger

 

Wygasły wulkan

Plażowanie jest męczące. Nawet nad Balatonem. Nie mogliśmy usiedzieć na miejscu i co jakiś czas ruszaliśmy w poszukiwaniu ciekawych miejsc.
Hegyestű to wygasły wulkan. Na tym słowie można połamać język. Po węgiersku znaczy „igłowe wzgórze”. Strome bazaltowe ściany wyglądają jak wielkie organy. Przez lata działał tu kamieniołom. Teraz jest muzeum geologiczne. Szczyt wulkanu ma wysokość 337 m n.p.m. Wdrapujemy się na szczyt i podziwiamy widoki. Wielki Balaton widać stąd doskonale, choć powietrze jest wilgotne i fotki uciekają w niebieski kolor.

 

wygasły wulkan